Obserwatorzy

niedziela, 11 lutego 2018

Tort Walentynkowy - bez glutenu, bez cukru (białego), bez laktozy!

Tort Walentynkowy robiłam już kilka razy. Specjalnie piszę Walentynkowy, bo to miały być takie ćwiczenia przed Walentynkami, czy wyjdzie. Wyszedł! A jakże! Pyszny! Wielki! Bezglutenowy! Nie zawiera też laktozy ani białego cukru :) Teraz już wiem, że śmiało mogę go zrobić na Walentynki!

tort walentynkowy


Przepis na ten tort dorwałam już dawno temu, ale jakoś długo nie mogłam się odważyć z nim zmierzyć. Pamiętam te moje wszystkie nieudane próby pieczenia tortów. Jakoś tak nie wierzyłam chyba w siebie, że mogę zrobić tort, który nie dość, że będzie wyglądał to jeszcze dodatkowo będzie smakował :)
Jednak okazuje się, że ten tort nie dość, że jest banalnie prosty to jeszcze smaczny! A do tego każda łajza kuchenna - nawet taka jak ja -  będzie umiała go zrobić! ;)

tort walentynkowy

Od kilku miesięcy nie jem glutenu, jestem na restrykcyjnej diecie. Nie toleruję też glutenu i unikam białego cukru. Ten tort mimo tych wszelkich ograniczeń spełnia moje oczekiwania. Dasz wiarę! :)

Narobiłam Ci już smaka? ;)

W takim razie KLIKAJ TUTAJ po mój przepis, bo na tym portalu ostatnio się udzielam :)

SMACZNEGO! 

Read More




piątek, 2 lutego 2018

Witaminy i minerały bez których będziesz brzydka, chora i nieszczęśliwa!

Witaminy i minerały są bardzo ważne w diecie każdego człowieka bez względu na wiek czy płeć. Zdałam sobie ostatnio z tego sprawę – dlatego tak przekornie napisałam ten tytuł artykułu. Tak, zrobiłam to świadomie żeby cię przyciągnąć Drogi Czytelniku na mojego bloga! Człowiek to ciekawskie zwierzę i liczyłam własnie na to, że ciekawość cię tu przywiedzie. Chciałam dziś opowiedzieć Ci o witaminach i minerałach. "Witaminy i minerały? Bleee, to nuuuda!" - skomentowało moje dziecko gdy powiedziałam, że dziś będę o nich własnie pisać artykuł na bloga. Hmm, no cóż, może dla niektórych witaminy i minerały to nuda, bo są ciekawsze tematy np. Barbie, albo Minionki, jednakże obiecuję, że nudno nie będzie! ;)

Witaminy i minerały

witaminy i minerały


Witaminy i minerały są bardzo ważne przekonałam się o tym kilka miesięcy temu.  Kiedy dowiedziałam się, że choruję na niedoczynność tarczycy i Hashimoto moja endokrynolog wyjaśniła mi, że rozpoczęcie terapii hormonalnej i zmiana diety to nie wszystko. "Będzie się Pani musiała poważnie suplementować" – tych słów nie zapomnę nigdy, szczególnie, że na początku je olałam. "Po co mam łykać jakieś tabletki skoro jem dużo warzyw i owoców!" - tak tłumaczyłam mężowi, który żartował ze mnie mówiąc: "No nie wiem czytałem ostatnio, że bez witamin i minerałów będziesz brzydka, chora i nieszczęśliwa". Śmiechem żartem, niestety miał rację!

Po dwóch miesiącach, mimo leczenia wcale nie czułam się dobrze. Na kolejnej wizycie u endokrynologa moje wyniki nadal nie były zadowalające. Co z tego, że dzięki diecie bezglutenowej sporo schudłam skoro nadal czułam się źle. Przyznałam się lekarzowi, że nie zastosowałam się do końca do jego wskazówek i nie łykam kompleksu witamin, selenu i witaminy D. Dostałam opieprz – delikatnie mówiąc. Nawet nie było tłumaczenia, że nie chcę łykać syntetycznych witamin, po cholerę mi to! Witaminy są synonimem zdrowia, a pełno w nich chemicznych dodatków, które zostają w organizmie i których się później trudno pozbyć. Na szczęście żyjemy w XXI wieku i skoro są już na rynku kosmetyki naturalne (których zresztą ostatnio regularnie używam – zajrzyjcie do archiwum!) to na pewno są też i naturalne witaminy – pomyślałam – nie pomyliłam się! Wystarczyło tylko trochę poszukać :)

Słyszeliście o CHEERS? No to zaraz usłyszycie.


CHEERS to suplementy diety inne niż wszystkie dostępne na rynku, w aptekach, drogeriach internetowych w Polsce, ale i na świecie! Produkty Cheers powstają w Unii Europejskiej w nowoczesnej fabryce i składają się tylko z najlepszych surowców – bo naturalnych! To coś dla mnie! Jestem ostatnio mocno wrażliwa (pewnie przez to, że jestem na tak drastycznej diecie) na wszelkie sztuczności w kosmetykach i żywności. Wystarczy, że posmaruję twarz kremem z konserwantami – zaraz mam plamy na twarzy, umyje włosy w szamponie z SLS – pojawia się łupież, zjem coś z chemicznymi dodatkami – dostaję trądziku. Ma-sa-kra! Jeśli też tak masz, zastanów się co cię uczula – może to samo co mnie!

Wiecie dlaczego tak ważne jest przyjmowanie witamin i minerałów w tabletkach? Podam wam 5 powodów:

1. Nie jesteśmy w stanie dostarczyć organizmowi wraz z pożywieniem wszystkich witamin, których nasz organizm potrzebuje.

2. Żywność, którą kupujemy i spożywamy jest wysoko przetworzona więc nawet jeśli zawiera witaminy to w niewielkich ilościach.

3. Coraz więcej osób odkrywa u siebie alergie, więc nie możemy jeść wszystkiego – przez co mamy niedobory witamin.

4. Niektóre witaminy np. witamina D musi być przyjmowana w kapsułkach, bo żeby codziennie dostarczyć jej tyle ile potrzebuje nasz organizm musielibyśmy zjeść np.20 jajek lub pół kilo makreli

5. Nie każdy lubi warzywa czy owoce, ale każdy potrzebuje witamin i minerałów! Jeśli nie jemy wszystkich warzyw to nie dostarczamy organizmowi wszystkich witamin – proste!

Kurczę, to dla mnie mocno oczywiste, ale dopiero teraz gdy jestem chora widzę to, że mój organizm potrzebuje takiej suplementacji. Kiedyś byłam bardzo sceptyczna i pewnie gdyby nie Hashimoto nadal myślałabym, że łykanie kompleksu witamin to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Niestety suplementy diety nie cieszą się dobrą sławą. Jest ich tyle, że człowiek może się pogubić. Szkoda nam kasy na jakieś głupie witaminy. Jeśli tak własnie myślisz o witaminach i minerałach, to pewnie cię nie przekonam teraz do swoich racji, ale spokojnie, czas pokaże, życie cię za jakiś czas przekona! ;)
Zobaczymy co powiesz jak będą ci wypadać włosy, jak będziesz miec problemy z koncntracją, ze spaniem, z cerą...

Witaminy i minerały, które musisz łykać, by być piekna, zdrowa i szczęśliwa


Witaminy i minerały, których nie powinno zabraknąć w twojej diecie to:

Witamina C 

Zacznij ją przyjmować jeśli chcesz poprawić swoją odporność, ochronić się przed wolnymi rodnikami, które sprawiają, że starzejemy się szybciej i mamy zmarszczki przed trzydziestką! Jeśli masz problemy ze stawami, skórą, nerkami, pęcherzem też konieczne jest regularne łykanie tej witaminy.

Witamina B

Nie możesz jej pominąć jeśli masz problemy z gospodarką hormonalną, układem nerwowym, odpornością, produkcją czerwonych krwinek. Witamina B wzmacnia włosy, poprawia wygląd skóry, wspiera funckjonowanie serca, zmniejsza zmęczenie.

Witamina D i K

Te dwie witaminy bardzo często występują w duecie – poprawiają odporność, utrzymują w zdrowiu kości i zęby, wpływają pozytywnie na poziom wapnia we krwi, absorpcję i wykorzystanie fosforu. Ponadto witamina D uznawana jest za witaminę szczęscia! 

Potas

Potas przyczynia się do poprawnego funkcjonowania systemu nerwowego, utrzymania właściwego ciśnienia krwi i poprawnego funkcjonowania mięśni.

Cynk, magnez i witamina B6

To nasi sprzymierzeńcy w walce z uczuciem zmęczenia, prawidłową koncentracją, utrzymaniem metabolizmu na właściwym poziomie. Ponadto te minerały poprawiają funkcjonowanie mięsni, kości, skóry, włosów, paznokci. Jeśli nam ich brakuje jesteśmy bardziej podatki na stres i gorzej się regenerujemy oraz nie możemy utrzymać równowagi kwasowo-zasadowej w organizmie.

Kwasy tłuszczowe omega-3

- Kwas dokozaheksaenowy (DHA) przyczynia się do utrzymania prawidłowego funkcjonowania mózgu (w przypadku spożywania 250 mg DHA dziennie)
- Kwas dokozaheksaenowy (DHA) przyczynia się do utrzymania prawidłowego widzenia (w przypadku spożywania 250 mg DHA dziennie)
- Kwas eikozapentaenowy (EPA) i kwas dokozaheksaenowy (DHA) przyczyniają się do prawidłowego funkcjonowania serca (w przypadku spożywania 250 mg EPA i DHA dziennie)

A teraz powiem ci jeszcze taką jedną ciekawostkę na temat witamin i minerałów, o której pewnie mało kto wie. Witaminy warto przyjmować na dzień, natomiast minerały na noc. Dlaczego?

Witaminy dostarczają energii i witalności na cały dzień, natomiast minerały pomagają organizmowi zregenerować się i wzmocnić w nocy.

No tak, ale kto by tam chciał łykać garść prochów na dzień i kolejną garść na noc. Na szczęście i na to jest rada. I znowu muszę wspomnieć o Cheers, bo ta firma ma w swojej ofercie taki właśnie kompleks najlepiej przyswajalnych witamin na dzień, a minerałów na noc.

Wiecie co mi się jeszcze podoba w tych Cheersowych suplementach?

Są w 100% wegańskie, nie zawierają żadnych barwników ani chemicznych dodatków. Charakteryzuje je również bardziej przewidywalny czas uwalniania składników, dzięki czemu
organizm może je lepiej przyswoić, nie zawierają agenta żelującego – jak np. E418 – gume gellan, która w nadmiernych ilościach ma właściwości przeczyszczające. 

Wszystkie produkty Cheers są w 100% Clean label. Jest to oznaczenie, wskazujące na brak jakichkolwiek dodatkowych substancji – barwników, wypełniaczy, polepszaczy, utwardzaczy, substancji glazurujących, przeciw zbrylających. Wszystkie suplementy Cheers są produkowane
wyłącznie z najlepszych dostępnych na rynku surowców, wykorzystujących nowatorskie, zastrzeżone postacie witamin.

Wszystkie ekstrakty w produktach są standaryzowane. Oznacza to, że z rośliny pozyskiwana jest tylko substancja aktywna, odpowiedzialna za dobroczynny wpływ danej rośliny na zdrowie.

Kiedy czytałam informacje o tych witaminach i minerałach pomyślałam, że to jest to czego szukam! Jeśli Tobie także Drogi Czytelniku zależy na własnym zdrowiu, urodzie i szczęściu pomyśl o suplementacji! Ale nie łykaj byle czego, nie kupuj byle gdzie, aby taniej, bo to się mija z celem. Obyś mi za miesiąc nie szukał info na blogu jak oczyścić organizm z toksyn (oczywiście taki artykuł też napisałam), ale oby ci się nie przydał, bo się świadomie zatrułeś!

Jeśli masz ochotę spróbować witamin i minerałów Cheers to łap kupon rabatowy (cheersrabat15), który udało mi się zdobyć :) Dzięki temu można aż o 15% taniej kupić te zdrowe suplementy, ale... czy nasze zdrowie ma jakąś cenę..?

Z tym pytaniem Cię dzisiaj zostawiam, przemyśl to! ;)

Ps. Aby skorzystać z kuponu wejdź na stronę https://cheers.com.pl/ i składając zamówienie wpisz cheersrabat15.
Read More




środa, 31 stycznia 2018

Pękające naczynka - produkty, które pomogą je wzmocnić

Pękające naczynka to moja zmora! Ten kto ma ten sam problem co ja, dokładnie wie o czym mówię. Pękające naczynka to zaraz siniaki, wrażliwa skóra i takie historie :(
Nic przyjemnego! No, ale cóż, pękających naczynek niestety nie da się tak łatwo pozbyć. Możemy jedynie dbać o to by się nie pojawiały, a te które już są możemy zamykać laserowo w gabinetach kosmetycznych.

Dziś chciałabym wam podpowiedzieć jak ja dbam o swoją cerę i naczynka.

Pękające naczynka - moje rady



Pękające naczynka mogą być pierwszym sygnałem, że mamy kłopoty z krążeniem, nie warto tego bagatelizować i to nie tylko ze względów estetycznych. Sprawdź jak ja sobie z tym radzę. Mam na pękające naczynka kilka fajnych sposobów. 

Po pierwsze - codziennie łykam rutinoscorbin. Tak mi kiedyś poradziła moja kosmetyczka i tego się trzymam. Ten rutinoscorbin zawiera rutynę i witaminę C, a one uszczelniają naczynia krwionośne i sprawiają, że są silniejsze, nie pękają tak bardzo.

Po drugie - dbam o siebie. Stosuję kremy przeznaczone do cery naczyniowej, staram się głęboko nawilżać skórę (ostatnio pisałam wam o toniku z mucyną ślimaka - jest rewelacyjny!). W przypadku pękających naczynek bardzo ważne jest, by je wzmacniać, dlatego to jakiego kremu używamy ma kluczowe znaczenie.

Po trzecie - nie rezygnuję co prawda w zabiegów kosmetycznych, które skórę nadwyrężają, ale robię to z głową. Kiedyś tak bardzo chciałam się pozbyć cellulitu, że wykupiłam sobie zabiegi bańką chińską, cellulit zniknął, ale naczynka i moja skóra były w opłakanym stanie. Na szczęście po tamtej historii powiedziałam sobie, że już więcej tego nie zrobię i jak na razie tego się trzymam! :) Bańka chińska już dla mnie nie istnieje, teraz postanowiłam przerzucić się na inną formę rozbijania cellulitu. Ostatnio przeczytałam świetny artykuł na temat usuwaniu cellulitu masażerem i chyba się na to cacko skuszę! ;)



Po czwarte - wspomagam się dietą i bardzo zwracam uwagę na to co jem. Kto mnie czyta regularnie, ten wie, że choruję na niedoczynność tarczycy i Hashimoto, więc jestem na diecie. Oczywiście dieta Hashimoto nie jest profilaktyką dla leczenia pękających naczynek, ale uważam, że jeśli ktoś ma świadomość zdrowego odżywiania i jest na tyle zdyscyplinowany, by trzymać się wyznaczonych granic, nie będzie miał problemu z tym żeby zapamiętać co szkodzi na naczynka.

Po piąte - piję herbatki, które uszczelniają naczynia krwionośne i unikam ostrych przypraw.

Pękające naczynka - cztery produkty spożywcze, które ci pomogą!


Pękające naczynka można uszczelniać i wzmacniać. Są takie cztery produkty spożywcze, które znajdują się w mojej codziennej diecie, oto one.

Kasztanowiec i arnika

Escyna, która znajduje się z w kasztanowcu przywraca elastyczność naczyń krwionośnych, natomiast kwiat arniki przyspiesza gojenie siniaków powstałych po pęknięciu naczynka. Zarówno arnikę jak i kasztanowca można kupić w każdej aptece czy sklepie zielarskim w postaci herbatki. Piję codziennie taką herbatkę i jestem zadowolona, bo dzięki temu moje naczynka są mniej widoczne, noo przynajmniej te naczynka na twarzy :)

Sok z aronii

Sok z aronii zawiera flawonoidy i witaminę C, to znakomity duet na kruche naczynka. Te dwa składniki aronii wpływają na elastyczność naczyń, zapobiegają ich pękaniu i sprawiają, że siniaki nie robią się tak często. Sok z aronii warto pic codziennie, przynajmniej jedną szklankę. Jeśli macie swój - domowy to genialnie! Jeśli nie - kupicie go z powodzeniem w każdym sklepie. Tylko patrzcie na skład! Żeby się nie okazało, że więcej w takim soku cukru i konserwantów niż witamin ;)

Owoce cytrusowe

W owocach cytrusowych białe skórki, które prawie każdy wyrzuca są bardzo ważne w profilaktyce leczenia pękających naczynek. W tych skórkach bowiem znajduje się ogrom witaminy C, która poprawia wchłanialność flawonoidów. Witamina C działa również uszczelniająco i przeciwzapalnie na kruche naczynka, a także likwiduje obrzęki i stany zapalne. 

Kasza gryczana

Kasza gryczana jest bogatym źródłem rutyny. Rutyna natomiast zmniejsza przepuszczalność naczyń włosowatych i zwiększa odporność ścian naczynek na uszkodzenia. Kaszę gryczaną można jeść do obiadu zamiast ziemniaków, albo można robić z niej wywar, który warto pić codziennie. Ziele gryki, jakieś 2 łyżeczki zalewamy szklanką wrzątku i zaparzamy przez 15 minut. Pijemy codziennie.

Czy ktoś ma jeszcze problem z naczynkami?
Jak sobie radzicie?
Podpowiecie? :)


Read More




środa, 24 stycznia 2018

Jak regenerujący tonik z mucyną ślimaka uratował moją twarz!

Regenerujący tonik z mucyną ślimaka kupiłam jakiś czas temu. pamiętacie tego posta, w którym chwaliłam się, że mąż mi pozwolił poszaleć na zakupach? Jeśli jeszcze tego nie czytałaś, to koniecznie zajrzyj TUTAJ, dla przypomnienia.;)

Tego dnia puściłam kilka ładnych stówek, ale to już... by the way ;)

Obiecałam wtedy, że jak troszkę poużywam kosmetyków, które kupiłam, to Wam o nich napiszę - jeśli będą warte uwagi - no i ten moment właśnie nastał! Dzisiaj opowiem wam jak regenerujący tonik z mucyną ślimaka uratował mi dupę! ;)



A oto cała historia:

Wczoraj moja przyjaciółka miała urodziny, zaprosiła mnie więc na lampeczkę wina do pubu. No to poszłam, a co se będę żałować! Zostawiłam męża z dzieciakami i niczym szpieg z Krainy Deszczowców wymknęłam się wieczorem z domu (tak, żeby mnie dzieci nie widziały, a szczególnie jedno, które ostatnio uwiesza mi się na szyi, że nic nie można zrobić - mowa oczywiście o mojej dwulatce). I tak sobie siedzimy w tym pubie, jedna lampka poszła, druga też, przy trzeciej zaczęło mi się coś kojarzyć, że chyba mówiłam w domu, że wrócę ostatnim autobusem... Autobus odjechał więc postanowiłyśmy z koleżanką, że pójdziemy na piechotę... ledwo wyszłyśmy z pubu - spotkałyśmy starego dobrego kumpla, którego widziałyśmy wieki temu, no to w tył zwrot! Nie pytajcie, o której wróciłam do domu - bo średnio pamiętam ;) Na szczęście miałam dzisiaj na 12 do pracy... cholera tak to jest jak człowiek nie pije, nie je nic co mają w pubach, bo jest na diecie bezglutenowej... generalnie stwierdziłam, że zdecydowanie za rzadko wychodzę z domu! Muszę poprosić męża o wydłużenie łańcucha ;) Jakbym wychodziła raz na miesiąc chociażby to by mi pewnie tak to wino dobrze nie wchodziło, a rano tak głowa, by mnie nie bolała. Ale to jeszcze nie koniec tej historii, najlepsze będzie zaraz!

Budzę się rano i czuje jak po mnie łazi dziecko jedno z drugim. Otwieram oczy, a moja starsza krzyczy: Tato, tato mama wstała! Miałeś rację, oczy też ma czerwone! "Oczy też ma czerwone??!!" co to w ogóle miało znaczyć, do diabła?! "A ty piłaś wiiinoo, bo masz... jeden dwa - trzy - cztery - pięć - siedem, osiem kro-o-o-rst na twarzy!" "Sześć!!!! Po pięciu jest sześć dzieckooo!!"  - wykrzyczałam i wyrwałam z łóżka do łazienki. Patrzę w lustro i nie wierzę! Cała gęba spryszczona! No załamka! Akurat dziś! Akurat tego dnia kiedy mam ważne spotkanie w pracy! Myślałam, że się załamię!
Takie krosty robiły mi się zawsze po przedawkowaniu alkoholu, ale ponieważ dawno już nie piłam, zupełnie o tym zapomniałam. 

Na ratunek - rumianek, okłady z herbaty, masaż kostkami lodu... niestety nic to nie dało, było coraz gorzej. Gdy już całkowicie się poddałam i pomyślałam, że bardzo dobrze mi tak, mam za swoje - to moja karma za ucieczkę przed dziećmi, to moja kara za picie alko na tygodniu - niespodziewanie przyszło wybawienie.

Umyłam twarz, jak to zwykle robię przed makijażem i niechcący się pomyliłam, bo zamiast mleczka tego co zwykle nałożyłam tonik regeneracyjny z mucyną ślimaka. Do tej pory używałam go tylko na noc, bo jakoś tak wydawało mi się, że nie będzie dobry pod makijaż. O jakże się myliłam!!! Tonik w ciągu godziny (możecie mi nie wierzyć, ale przysięgam, że tak było!!) złagodził wszelkie podrażnienia i krosty zaczęły przygasać. Nie zniknęły całkowicie, ale cudów się nie spodziewajmy - resztę załatwił make-up. Byłam uratowana!

Teraz jest godzina 16.00, ja jestem już po pracy i widzę na mojej twarzy jeszcze ślad wczorajszej nocy, ale to co jest teraz to już pikuś! Także od dziś ten tonik to będzie moja pierwsza pokacowa pomoc! Hahaha!

Jeśli macie ten sam problem co ja, że po alko robi Wam się na twarzy taka masakra to polecam wypróbować, tani nie jest, ale jest niezastąpiony. Ten tonik kupiłam TUTAJ i z tego co wiem, to tylko na necie można go dorwać. W każdym sklepie kosztuje tyle samo, więc nie ma co szukać tańszych opcji (już to sprawdzałam! a jak traficie taniej to sprawdzajcie dobrze, czy przypadkiem nie jest przeterminowany).

Tonik jest w małej buteleczce, ale jest baaardzo wydajny. Jest dosyć gęsty jak na tonik, zwykle toniki są przezroczystą cieczą ten jest biały - to zapewne przez ten śluz ślimaka, jest ponoć mocno skoncentrowany (nie znam ruskiego więc sobie na opakowaniu nie przeczytam), ale wierze na słowo, hehe...

Zrobiłam kilka zdjęć, zobaczcie jak wizualnie wygląda buteleczka w dłoni.






Moja ocena:

* tonik ma ładny, łagodny zapach
* ma właściwości lecznicze :)
*ładnie się go rozprowadza na skórze, moja skóra akurat bardzo szybko go wypiła, bo była potrzebująca, ale nie wiem czy powinien się tak szybko wchłaniać
* nie zostawia absolutnie żadnego śladu na skórze
* nie zbryla się po nim podkład ani puder, nie świeci się po nim cera
* piszą o nim na stronie, że powinien ładnie ściągać pory (u mnie tego nie zrobił, nie czułam jakiegoś napięcia na skórze, ale moja siostra kiedyś raz go użyła i mówiła, że u niej skórę ściągał - także to pewnie zależy od skóry).

Opis producenta:

Tonik z mucyną ślimaka tonizuje i pielęgnuje skórę.

Jedwabista konsystencja zapewnia długotrwałe nawilżenie i uczucie świeżości.

Ujędrnia, nawilża, wygładza.

Idealnie nadaje się do pielęgnacji skóry odwodnionej, zmęczonej, z licznymi niedoskonałościami.

Działa szybko, ale delikatnie!

Nie uczula, nie alergizuje.


Jeśli masz skórę trądzikową z licznymi krostkami, przebawieniami to będzie strzał w 10! Nic tak nie zregeneruje skóry jak zawarta w toniku mucyna ślimaka.

Mucyna ślimaka zawiera bardzo wysokie stężenie składników aktywnych. Tonik ściąga pory, oczyszcza skórę twarzy i nadaje jej optymalny poziom nawilżenia.

Stymuluje odnowę komórkową oraz produkcję kolagenu i elastyny. Jest silnym przeciwutleniaczem, neutralizuje działanie wolnych rodników


Przygotowuje skórę do aplikacji innych kosmetyków.


Ekstrakt ze śluzu ślimaka zawiera mnóstwo aktywnych składników, które odgrywają ważną rolę w regeneracji skóry i redukcji istniejących blizn i zmarszczek:

Elastyna-nadaje sprężystość i gęstość skórze, jest odpowiedzialna za elastyczność skóry.

Kolagen-ułatwia regeneracje ran i uszkodzeń skóry nie dopuszczając do tworzenia się przerostów i blizn

Allantoina-wykazuje właściwości intensywnie nawilżające, kojące, rozjaśniające. Allantoina ma także działanie antyoksydacyjne, zmniejsza stany zapalne skóry i zapobiega podrażnieniom.

Peptydy białkowe-przyśpieszają gojenie się ran.

Witaminy-odżywiają,są potrzebne do szybkiej regeneracji.

Naturalne związki antybakteryjne(bakteriofagi)-zapobiegają tworzeniu się stanów zapalnych,utrzymują skórę w dobrej kondycji, nie dopuszczają do rozwoju trądziku i niedoskonałości na skórze.

Kwas glikolowy-ma działanie peelingujące,rozjaśnia przebarwienia i wygładza skórę.

I wszystko jasne! Skoro w tym toniku jest i kolagen i elastyna to już mnie nie dziwi jego zajebistość! Że też wcześniej tego nie doczytałam!

Także tego -  polecam! :)
Read More




poniedziałek, 22 stycznia 2018

Szybkie ciasto bananowe bez glutenu bez laktozy bez cukru

Hejka!
Dziś podam wam przepis na obłędnie pyszne ciasto ekspresowe z bananów. Nie zawiera cukru, nie zawiera glutenu ani laktozy. Jest więc bardzo zdrowe i niskokaloryczne. Robiłam to ciasto już kilka razy. Nigdy nie zdążyło wystygnąć, zjadamy zaraz po upieczeniu :)

Spróbujcie!
Jest naprawdę obłędne! :)


Szybkie ciasto bananowe 



szybkie ciasto bananowe

Przepis:

4 banany
1 jajko
100 ml mleka bez laktozy
200 g mąki ryżowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
2 łyżeczki kakao
5 łyżek oleju
garść żurawiny, rodzynków orzechów - wrzucajcie co chcecie

Wszystkie składniki wrzucacie do blendera (oprócz żurawiny) i miksujecie na gładka masę. Na koniec wsypujecie żurawinę i przelewacie do keksówki. Ciasto piecze się około 45 minut w temperaturze 180 stopni. Chociaż musicie to sprawdzać patyczkiem. Nie wiem od czego to zależy ale czasami piekło mi się 45 minut, czasem potrzebowało godzinę.


szybkie ciasto bananowe


Ciasto nie jest słodkie, to dodatki sprawiają, że nabiera słodyczy. Jeśli lubicie słodkie wypieki dodajcie żurawinę, jeśli wolicie mniej słodkie dodajcie rodzynki i orzechy (będzie fajnie chrupać).
Tak czy siak, spróbujcie tego przepisu chociaż raz, nie będziecie żałować! :)

Nie przejmujcie się jeśli ciasto popęka na górze. Zawsze pęka, ale nie ma to wpływu na smak :)
Read More




środa, 17 stycznia 2018

Jak oczyścić organizm z toksyn - 3 napoje odtruwające

Jak oczyścić organizm z toksyn? Robiłam to już wiele razy na wiele różnych sposobów. Pisałam o tym już niejeden artykuł jednak dziś naszło mnie na coś innego. Pomyślałam sobie, że potrzebuję kuracji oczyszczającej, która jednocześnie poprawi moją cerę i włosy.
Nie wiem jak tam u was, u mnie zimą na twarzy i włosach jest tragedia. Moja cera jest bardzo wrażliwa na różnice temperatur, a teraz dodatkowo gdy jestem na diecie bezglutenowej mam wrażenie, że pogorszyła mi się cera :( 

Niestety to cena jaką płacę za Hashimoto :(

Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie wiem może się mylę. Może powinnam zainwestować znowu w jakieś kosmetyki, albo zabiegi rewitalizujące... hmm (to mam do przemyślenia).

A tymczasem wygrzebałam z jakiejś starej gazeciny (przyznaje się bez bicia, hehe) trzy przepisy na odtruwanie organizmu, które mocno mnie zainteresowały. Tak mocno, że postanowiłam, że od dziś zaczynam pić drożdże, a po pracy lecę do sklepu zielarskiego po sok z korzenia łopianu :)

Jak oczyścić organizm z toksyn - 3 napoje odtruwające

jak oczyścić organizm z toksyn


Oczyszczenie organizmu z toksyn warto sobie zafundować przynajmniej raz na rok. Ja postanowiłam zrobić to teraz, bo źle się czuję za sobą i swoją cerą. Denerwują mnie także moje wypadające łamliwe włosy. Mój detoks zaczynam od picia drożdży (bezglutenowych rzecz jasna!)

Drożdżowy napój odtruwający

Szczyptę świeżych drożdży rozprowadź w szklance ciepłego mleka lub wody dodaj łyżeczkę cukru, odstaw na 2-3 godziny tak by zaczęła się fermentacja. Pij 3 razy dziennie po pół szklanki. Kuracja drożdżami powinna trwać od 15 dni do miesiąca. 

Nie wiem jak mi pójdzie z tym piciem drożdży, nie wiem czy dam radę to przełknąć, ale postaram się, bo wiem, że warto. Pamiętam jak kiedyś łykałam tabletki drożdżowe, bardzo poprawiły stan moich włosów.

Dla wzmocnienia efektu można zacząć używać kosmetyków do włosów z drożdżami, np. maski drożdżowej. 

Sok z korzenia łopianu

Wlej do kieliszka z wodą 30-50 kropli soku, pij 2-3 razy dziennie po jedzeniu przynajmniej przez 4-6 tygodni. Po terapii sokiem z korzenia łopianu zrób tygodniowa przerwę, a następnie przygotuj kolejna kurację.

I taka mała dygresja zanim podam trzeci przepis:

Łopian jest też świetny na włosy. Pamiętacie szampon łopianowy? Taki zwykły za kilka złotych, który stał na wystawie każdego kiosku ruchu? Był bezbłędny! Szkoda, że już takich szamponów nie ma ;) 

Czytałam ostatnio na blogu o włosach, że dobry jest szampon zagęszczający do włosów.
Ciekawe czy w składzie jest łopian ;)


Kuracja z mieszanki soków

Wymieszaj po 2 łyżki soku z dziurawca, soku z brzozy i soku z korzenia łopianu dodaj 3 łyżki soku z mniszka, wlej do kieliszka wody 25-30 kropli tak przygotowanej mieszanki. Pij 2-3 razy dziennie najlepiej po jedzeniu. 

Nie wiem jakie jest wasze zdanie, ale ja wychodzę z założenia, że jeśli już coś robimy to kompleksowo. Dlatego oczyszczając się warto robić kąpiele detoksykujące - pisałam o nich TUTAJ . Zastanawiam się jeszcze nad tym czy nie zastąpić zwykłej wody wodą detoks, ale to chyba już będzie za dużo..

No dobra to kto się oczyszcza ze mną?! :)


Read More




poniedziałek, 15 stycznia 2018

Mini naleśniczki jaglane - bez glutenu, bez cukru, bez laktozy! PRZEPIS :)

Mini naleśniczki jaglane - bez cukru, bez glutenu, bez laktozy! Takim przepisem Was chciałam dziś uraczyć z rana :)
Tak mnie wczoraj wieczorem naszło na smażenie :)

mini naleśniczki jaglane


Mój mąż jak mnie zobaczył w kuchni przy najmniejszej patelni jaką mamy w domu, z łopatką wielkości pędzelka i łyżeczką do herbaty wylewającą na patelnię malutkie kropeczki śmiał się tak, że aż się popłakał. "Co Ty robisz?! - krzyczał nie mogąc złapać tchu - smażysz śniadanie dla Hobbita!?" (akurat w TV leciał "Władca pierścieni"). No bardzo śmieszne!

Od razu jednak zmienił zdanie kiedy spróbował mojego naleśniczka. Wieczorem nasmażyłam cały talerz (myślę, że było około 150 sztuk), rano talerz był pusty. Dobrze, że zdjęcie zrobiłam to sobie chociaż mogę monitor polizać ;)



Niestety mam tą głupią zasadę, że jak coś przygotowuję to raczej nie jem w trakcie. Lubię zrobić, a potem na spokojnie usiąść i zjeść.

No dobra nie przedłużam już, przechodzę do przepisu, który jest bardzo prosty.  

Do zrobienia mini naleśniczków potrzebne będą 4 składniki:

woreczek kaszy jaglanej
1,5 szklanki mleka bez laktozy
jajko
4 łyżki mąki kukurydzianej (lub ziemniaczanej jak wolisz)



Gotujemy kaszę jaglaną w wodzie. Ja ją najpierw przelewam kilka razy wodą, żeby straciła gorzki posmak. Potem zalewam wodą i gotuję kilka minut, wyłączam gaz i czekam aż wchłonie wodę. Gdy kasza wystygnie blenduję ją na gładką masę i wlewam powoli mleko, dodaję jajko i mąkę. Patelnia na którą nakładam ciasto naleśnikowe musi być maksymalnie nagrzana. Ja nakładam ciasto łyżeczką do herbaty, ciasto mocno się rozlewa. Naleśniczki są bardzo lekkie, cieniutkie. Uprzedzam pytanie - tak można robić duże, na całej patelni :)

Smacznego! :)

Read More




wtorek, 9 stycznia 2018

Masaż męża! Koncentratem na cellulit! Ale - działa!

Jest takie przysłowie, że szczęśliwa żona to zadowolony mąż - czy tam odwrotnie! Już nie pamiętam. Nieważne, chciałam powiedzieć, że tak naprawdę nieważne czy jesteś mężem czy żoną twoje zadowolenie równa się zadowoleniu partnera :)

Ostatnio wypróbowałam to na moim mężu, wiec wiem co mówię, nie jestem teoretykiem! Haha!
A było to tak...

Mój mąż jako facet z krwi i kości i dżentelmen w jednym nigdy nie pozwala na to aby jego kobieta (tudzież trzy - bo mamy dwie piękne córy) pracowała gdy źle się czują. Ja nie jestem królewną i raczej podpieram się nosem niż kładę na tapczanie i robię tipsy, ale tamtego dnia wymiękłam. Miałam tak ciężki dzień, że po powrocie z pracy po prostu poległam na łózko i nie dałam rady wstać choćby żeby zrobić sobie herbatę. A dzieciaki oczywiście hulaj dusza, piekła nie ma! Skoro mama niedomaga to znaczy, że pozwoli na więcej.. miały rację! Pozwoliła mama na więcej niż zwykle i efekt był taki, że po powrocie męża z pracy mama była już na wpół martwa. 

Pożaliłam się mojej połowicy, że nie daję już rady. I co zrobił mój mąż? Wziął wszystko na siebie, a mnie zaniósł na łóżko i przykrył kocem. Po przespaniu kilku godzin wstałam jak nowo narodzona, tego mi było trzeba! Za to mój mąż następnego dnia zaniemógł i to poważnie. Po nocy spędzonej na dywanie w pozycji kota liżącego sobie jajka rano nie był w stanie się ruszyć! Tak, nasze dzieci mają talent do zamęczania na śmierć ;) 
Wtedy na ratunek musiałam ruszyć ja! Chwyciłam swoją bańkę chińską, olejek i postanowiłam rozmasować mu te obolałe plecy. Jeśli stosowałyście kiedykolwiek bańkę chińską do masażu, np. antycellulitowego to musicie wiedzieć, że ona się sprawdza nie tylko w tym masażu, ale także w każdym innym i ma działanie naprawdę przeciwbólowe! A jeśli do tego użyjemy rozgrzewającego koncentratu np. TEGO, to mąż ozdrowieje szybciej niż po voltarenach czy tam innych dziwactwach z apteki ;)

Polecam taki masaż męża!
Mąż będzie zadowolony, a żona dumna z mocy uzdrawiania :)
Wykorzystajcie swoją bańkę chińską, która usuwacie cellulit to masażu pleców. Po masażu wysmarujcie plecy mężowi swoim koncentratem na cellulit - to go rozgrzeje :)

Jak często się masujesz?
Tylko gdy masz taką potrzebę, czy częściej?
Tylko gdy coś boli i nie masz wyjścia?

Masz to doskonały sposób na ból, ale tez na poprawę urody. Zobacz ile ma cennych właściwości.

10 powodów dla których warto robić masaż



1. Masaż pobudza nastrój i pomaga złagodzić objawy depresji i smutku. Masaż aromaterapeutyczny wykorzystuje olejki eteryczne, które mają właściwości lecznicze i mogą być wybrane ze względu na ich właściwości poprawiające nastrój. Neroli, słodka pomarańcza, bergamotka i lawenda są znane ze swoich właściwości podnoszących nastrój.

2. Masaż pomaga się zrelaksować! Jeśli czujesz się zestresowany lub spięty, masaż będzie idealny dla Ciebie. 

3. Masaż pomaga zmniejszyć napięcie mięśniowe i może złagodzić bóle mięśni, bóle i urazy. Masaż pomaga złagodzić sztywność karku, ból stawów, ból pleców i tak dalej. Masaż pomaga blokować receptory bólu w układzie nerwowym i zwiększa przepływ krwi do mięśni. Może to pomóc w zwiększeniu ruchomości stawów, a zatem może być korzystne w takich stanach, jak zapalenie stawów.

4. Masaż pomaga zmniejszyć objawy niepokoju. Obniżając poziom kortyzolu w ciele, masaż pomaga uspokoić umysł i zrelaksować ciało. 

5. Masaż pomaga złagodzić napięciowe bóle głowy. Bóle głowy związane z naprężeniem mogą być spowodowane złą postawą lub napięciem mięśniowym w innych częściach ciała. Masaż rozluźnia całe ciało, a to uwolnienie może spowodować zmniejszenie bólu głowy.

6. Pomaga w zaśnięciu. Masaż pomaga zrelaksować się tak głęboko, że po seansie możesz czuć się bardzo sennie. Jeśli planujesz masaż wieczorem spodziewaj się spokojnego snu nocą.

7. Masaż pomaga odtruć organizm. Masaż pomaga w pobudzeniu i oczyszczeniu układu limfatycznego.

8. Masaż może nawet pomóc poprawić postawę. Te mięśnie, które do tej pory były zblokowane zostają uwolnione co pozwala w zachowaniu prawidłowej postawy ciała.

9. Masaż pomaga schudnąć. Jeśli nie masz czasu na siłownię możesz wieczorami masować ciało, dzięki czemu bez ćwiczenia, leżąc w łóżku ujędrniasz ciało. Warto do takiego masażu używać masażera, który naśladuje wprawne ręce masażysty. Oczywiście sam masaż nie sprawi, że schudniemy, ale jeśli do tego dołączymy dietę, to efekty będą murowane!

10. Masaż może pomóc poprawić twoją kondycję sercowo-naczyniową. Poprzez zmniejszenie napięcia i zwiększenie przepływu krwi oraz obniżenie poziomu kortyzolu poprawia się krążenie krwi, stres jest obniżany, a serce może działać na optymalnym poziomie przy mniejszym obciążeniu. 

Także polecam masaż męża i siebie! ;)
Read More




sobota, 16 grudnia 2017

Jak szybko schudnąć przed Sylwestrem! Jak się pozbyć cellulitu!

Jak szybko schudnąć przed Sylwestrem? A to się obudziłaś! ;)

Do Sylwestra zostało raptem 15 dni! Cudów nie ma! Cudów nie oczekuj! Jeśli zobaczysz gdzieś taki nagłówek jak ten mój (tak świadomie dałam taki tytuł posta żeby zwabić cię na bloga), wejdziesz i zobaczysz jakiś cudowny sposób, zastanów się czy naprawdę jest możliwe schudnięcie w 2 tygodnie! Odchudzanie to proces i uwierz mi, że jeśli ktoś ci obieca, że w 15 dni schudniesz np. 5 czy nie daj Boże 10 kilo to odpokutujesz to i to bardzo boleśnie - po Sylwestrze! Będziesz grubsza niż byłaś! Pamiętaj efekt jojo murowany!

Nie ma sensu się głodzić. Nie ma sensu przed świętami zaczynać diety. Daj sobie już na wstrzymanie. Czego nie osiągnęłaś w ciągu całego roku, nie nadrobisz nagle w kilka dni. Zamiast tego radzę zaopatrzyć się w dobre zabiegi ujędrniające i spróbować ujędrnić ciałko. W ten sposób można jeszcze sporo osiągnąć i na tym radziłabym się skupić :)
Chciałabym ci dzisiaj przedstawić 3 fajne koncentraty wyszczuplające, które pomogą ci wysmuklić, ujędrnić ciało i minimalizować cellulit i te dwa tygodnie powinno wystarczyć żeby troszkę wizualnie poprawić wygląd skóry.

Jak się pozbyć cellulitu?


Jak się pozbyć cellulitu, na to pytanie najlepiej odpowie zapewne przeczytanie od deski do deski bloga CELLULITOWO. Ten blog jest MEGA! Uwielbiam na niego zaglądać bo w każdym poście dowiaduję się o cellulicie czegoś czego nie wiedziałam. Autorka prowadzi tego bloga od kilku lat i tak często publikuje posty, że jestem pod wrażeniem! Serio, większej skarbnicy wiedzy na temat cellilitu nie widziałam, nigdzie!

Ale wracając do tematu.  

Cellulitu nie da się też tak usunąć z dnia na dzień, tutaj też cudów nie ma. Mi wystarczyło kiedyś 6 tygodni, ale to była ciężka orka! Post archiwalny - dla przypomnienia.

Jednak na pocieszenie powiem, że są takie koncentraty, które dość szybko poradzą sobie z taką luźną, galaretowatą skórą. Już po pierwszym zabiegu czuć różnicę w jędrności, a po kilkunastu zabiegach cellulit jest widocznie mniejszy - jeśli nic więcej z nim nie robimy oprócz smarowania. Jeśli natomiast obok smarowania się koncentratami zastosujesz dietę i ćwiczenia sukces murowany! :)

Znalazłam dla was trzy fajne recenzje kosmetyków, na które warto zwrócić uwagę jeśli chcemy się ujędrnić, pozbyć cellulitu, wysmuklić ciałko :)

1. Koncentrat cynamonowo - kofeinowy z olejkiem arganowym 250 ml BingoSpa



Ten koncentrat testowała Mi Mami i recenzję swoją umieściła na swoim blogu. A tutaj fragment tej recenzji:

"Zabiegi" rozpoczęłam 21 lutego. Z początku odbywały się 2 razy w tyg, później moje lenistwo wzięło górę i smarowałam się raz na tydzień;(. W sumie 12 wieczorów spędziłam dzielnie owinięta folią i kocykiem;).

Ostatni raz myślałam ze nie wytrzymam i że zaraz się spalę...ale wytrwałam do końca:D - może dlatego że coraz cieplej jest na zewnątrz...

Zdjęcia rezultatów:



Bardzo polecam być regularnym, a wtedy rezultaty przewyższą oczekiwania. Ja jestem zachwycona tym sposobem na pozbycie się cellulitu. Z dietą i ćwiczeniami koncentrat zdziała cuda i to w bardzo krótkim czasie... "

2. Koncentrat z centella i kofeiną - ten sam, który ja stosowałam! :)


Recenzję tego koncentratu zamieściła na swoim blogu Balbina Ogryzek.

Oto fragment tej recenzji:

Kosmetyk ma konsystencję żółtej galaretki, która z łatwością rozprowadza się na ciele. Pachnie dość przyjemnie, orzeźwiająco, cytrynowo. Nie ma wyraźnego efektu chłodzenia ani rozgrzewania (jak ja tego nie lubię!), ale po nałożeniu, szczególnie w te upały można odczuć delikatne ukojenie i schłodzenie skóry. Opakowanie bardzo solidne, grafika może nie najpiękniejsza, ale zakręcanie i wydobywanie produktu nie sprawia żadnego problemu. Żel nie wchłania się natychmiastowo po nałożeniu, ale w moim odczuciu to plus, bo zmusza mnie do delikatnego masażu. Po ok 3 minutach pozostawia lepką warstwę, która zaraz znika. Dlatego po nałożeniu przez 5 minut odradzam zakładanie ubrania, ale to chyba nie długo, prawda? Mi nie sprawiło problemu, zwłaszcza, że używałam go tuż po wieczornym prysznicu/kąpieli. Byłam zaskakująco (jak na mnie) regularna i odpuszczałam go tylko tuż po depilacji, bo ma w składzie mnóstwo ekstraktów i bałam się podrażnienia. Używany prawie codziennie wieczorem starcza na ok 3 miesiące. Poniżej ilość, która w moim przypadku wystarcza i na jedna wsmarowanie (udo+pośladek).

Odnośnie efektów... To nie jest najłatwiejszy kosmetyk, którego efekty można wyraźnie ocenić. No cóż, jestem pozytywnie zaskoczona! Na pewno napina skórę, wygładza i daje wrażenie jędrności już po po pierwszym użyciu. Z każdym kolejnym jest lepiej, gdyby tak nie było, nie chciałoby mi się go nawet używać. Odkąd zaczęłam go wsmarowywać staram się choć w minimalnym stopniu poprawić dietę, pilnuję dużej ilości wody i ograniczam świństwa (ale czekolady nie potrafię odmówić). W tym czasie nie używałam żadnego innego kosmetyku na cellulit i ujędrnienie, nawet peelingów kawowych nie mam czasu robić za często, więc wszelkie kosmetyczne efekty po prostu muszę przypisać temu żelowi. A efekty są takie, że cellulit się zmniejszył! Minimalna zmiana diety i woda też na pewno się do tego przyczyniła, ale i tak jestem pod dużym wrażeniem! Myślę, że wmasowywanie też zrobiło swoje...


3. L-karnityna z zieloną herbatą



To jeden z lepszych spalaczy tłuszczu moim zdaniem. Tylko trzeba regularnie go stosować przed zabiegiem i po zabiegu - takie moje zdanie, a jakie jest zdanie tych dwóch blogerek:


Skład
L-karnityna to słynny skuteczny „spalacz tłuszczu”. Substancja, której nie trzeba chyba bliżej przedstawiać :) Dotychczas miałam z nią do czynienia w postaci suplementów diety, a jeżeli znajdowała się przypadkiem w jakichś balsamach ujędrniających, to w śladowych ilościach. Po raz pierwszy mam L-karnitynę w tak skoncentrowanej postaci (zawartość L-karnityny i zielonej herbaty: 41000 mg / dm3).

Ekstrakt z zielonej herbaty zawiera taninę, teinę, związki białkowe, enzymy i witaminy. Nawilża i napina skórę zapewniając jej elastyczność.

Te dwa składniki aktywnie wnikają w skórę redukując nagromadzoną podskórną tkankę tłuszczową.


Sposób użycia

„W miejscach odkładania się nadmiaru tkanki tłuszczowej wmasować żel. Smarować rano i wieczorem. Osobom uprawiającym sport zaleca się stosowanie żelu dodatkowo po każdym treningu.”

L-karnitynę w żelu stosowałam na 3 sposoby: wmasowywałam w skórę jak balsam, próbowałam robić przy jej użyciu zabiegi body-wrapping, kilka razy dodałam do peelingu cukrowego. Nie używałam jej po treningu.

Żel ma nieco mentolowy zapach, nie jest intensywny i na szczęście nie utrzymuje się długo na skórze jak to bywa w przypadku niektórych balsamów ujędrniających.

Konsystencja jest jak widać bardzo fajna, przypomina galaretowaty budyń. Preparat nawet dobrze się wchłania, ale minusem jest to, że skóra po jego użyciu jest strasznie lepka. Trzeba trochę odczekać zanim się ubierzemy, bo przyklejanie się ciuchów do ciała do przyjemnych doznań nie należy.

Stosuję ten żel w ostatnim czasie, tymczasowo porzuciłam dla niego błoto kolagenowe, o którym pisałam poprzednio.

Powiem szczerze, że efekty w postaci ujędrnienia skóry są naprawdę widoczne (u mnie zwłaszcza na brzuchu) i nie dziwi mnie masa bardzo pozytywnych opinii na temat tego żelu. Spalanie tkanki tłuszczowej to być może zbyt daleko posunięta obietnica, ale L-karnityna z pewnością pobudzając mikrokrążenie rozprawia się z wodą i tkanką tłuszczową w płytkich warstwach skóry, przez co staje się ona gładka i jędrna.




Oto moje wyniki w porównaniu z początkiem ćwiczeń:

- straciłam 4,5 kg,
- w tali jestem węższa o 11 cm
- w biodrach o 9 cm

Efekty te, to:

- systematyczny trening z szóstka Weidera – te słowo systematyczny jest trochę górnolotne, bardzo często robiłam sobie przerwy, jeden, czasami dwa dni. Szóstkę Weidera wykonywałam prawie 60 dni

 - dieta – choć nie tak restrykcyjna jakby się wydawało – w ciągu dnia potrafiłam sięgnąć po ciasto, czy przy telewizorze zjeść paluszki, jednak starałam się zdrowiej odżywiać, lub rezygnować z części porcji,

 - zabiegi kosmetyczne – 3 razy dziennie smarowałam się l-karnityna w żelu. Rano, wieczorem i po wykonaniu powtórzeń z szóstki Weidera. Dzięki temu mam ładnie napiętą skórę na brzuchu. Pomogła również zwalczyć mi zbędne centymetry. Bardzo wysoko cenie ten kosmetyk. Smarowanie nim weszło mi w krew i stało się stałym punktem mojego dnia. Co tu dużo ukrywać, musi oddziaływać na tłuszczyk, bo inaczej nie osiągnęłabym takich efektów.

(odnośnie zapytań jakie dostałam -  gdzie kupuje l-karnityne - KLIK, tylko pamiętajcie najlepsze efekty w połączeniu z ćwiczeniami, ale obojętnie czy będzie to 6 Weidera czy jakiekolwiek inne:)))) 


Ta ostatnia laska osiągnęła MEGA wynik moim zdaniem!
Jej metamorfoza można powiedzieć, że jest dość spektakularna.
Nie osiągnęłaby tego na pewno gdyby nie była konsekwentna i gdyby się nie wspomagała spalaczem tłuszczu, który przyspieszył działanie ćwiczeń - to bez dwóch zdań!

Ale jak widzicie nie ma nic za darmo. Można sporo stracić kilogramów i to nawet w krótkim czasie, ale do tego trzeba wylać wiadro łez, wypocić kilka wiader potu ;)

Także podsumowując - moje drogie Czytelniczki, moi kochani Czytelnicy - cudów nie ma, jest tylko ciężka praca, znój i konsekwencja w dążeniu do celu! Postawcie na zdrowe odżywianie jak się chcecie pozbyć oponki, zainwestujcie w siłownie i spalacze tłuszczu jak chcecie się wyszczuplić przed Sylwestrem i działajcie! Jest jeszcze trochę czasu, może zdążycie ;)
Read More




wtorek, 12 grudnia 2017

Jak sprawić, żeby kobieta...

... była piękna, szczęśliwa i dopieszczona w każdym calu?

Dać jej swoją kartę kredytową i nie patrzeć na ręce! Hahaha!
Tak własnie ostatnio zrobił mój mąż :)

Rozchorowałam się. Nie, nie chodzi o to cholerne Hashimoto!
Dopadło mnie jakieś potworne grypsko. Rozłożyło mnie tak okrutnie, że przez 2 tygodnie nie mogłam dojść do siebie :(
Dlatego też nie było mnie ostatnio na blogu. Nie miałam siły ruszyć ani ręką ani nogą, coś strasznego! Uważajcie na siebie, bo teraz sezon na te wstrętne choróbska. Mnie chociaż jestem już zdrowa, kaszel męczy do dziś. Z tej mojej choroby jednak wyszło też coś dobrego ;)
Mój mąż tak bardzo mnie pożałował, że dał mi na Mikołaja swoją kartę kredytową i pozwolił zrobić z niej użytek. Powiedział, że zamyka oczy, nie patrzy mi na ręce, a ja mam jeden wieczór na to aby zaszaleć w sieci. No to zaszalałam! :)

Oto co upolowałam:





1. Krem pod oczy marzył mi się już od dawna. Ale nie byle jaki krem! Tylko skuteczny! Taki, który nie uczuli, który nie będzie mi łzawił oczu, który zlikwiduje zmarszczki i cienie pod oczami.

O kosmetykach ze ślimaka słyszałam, ale do tej pory nie odważyłam się ich kupić, bo jakoś mnie brzydziły. Wydawało mi się, że te kosmetyki śmierdzą, nie wiem dlaczego takie akurat miałam skojarzenie ;)
Jakiś czas temu moja koleżanka kupiła sobie jakiś balsam do ciała ze ślimakiem, posmarowałam się nim i byłam zadowolona, postanowiłam spróbować. Zobaczyłam ten krem pod oczy w Sklepie Naturica i tak chodziłam koło niego ileśtam razy... nie mogłam się odważyć na kupno, bo jego cena wcale mnie nie zachęcała. 5 saszetek - phi! Jakoś mi się wydawało, że to mocno wygórowana cena jak za taką małą ilość kremu. Potem przeczytałam TEN artykuł i moje wszelkie wątpliwości zniknęły :)
Na dzień dzisiejszy o skuteczności kremu z mucyną ślimaka się nie wypowiem, bo za krótko go używam. Jedno jest pewne -  jest niesamowicie skoncentrowany i naprawdę musi zawierać mnóstwo tego ślimaka w sobie, bo rozciąga się jak prawdziwy śluz! Szybko wchłania, nie uczula - podoba mi się. Jak poużywam go jeszcze trochę to napiszę o nim oddzielnego posta.

2. Tonik z mucyną ślimaka kupiłam, bo chciałam mieć jeszcze jakiś kosmetyk do twarzy o działaniu wspierającym krem pod oczy. Ten tonik jest niezwykły - muszę to przyznać, bo jego konsystencja jest zupełnie inna niż zwykłego toniku. Białe gęste mleczko - tak bym nazwała ten specyfik. Bardzo ładnie nawilża, nie szczypie mnie po nim skóra - co jest niezwykle ważne, bo dawno tak nie miałam! Za krótko go używam, żeby mówić o jakichkolwiek efektach, ale jestem z niego na dzień dzisiejszy zadowolona :)

Zarówno tonik jak i krem pod oczy z mucyną ślimaka mają neutralny zapach, są dobrze tolerowane przez moją skórę. Jeszcze powiem wam, co dowiedziałam się o mucynie ślimaka (czyli śluzie)

Mucyna ślimaka:
- zawiera bardzo wysokie stężenie składników aktywnych
- stymuluje odnowę komórek
- stymuluje produkcję kolagenu i elastyny (co spłyca zmarszczki i redukuje blizny!)
- neutralizuje działanie wolnych rodników

3. Krem z placentą owcy kupiłam, z ciekawości. Placenta owcy czyli inaczej łożysko owcy to nie jest składnik, który znajdziemy w każdym kremie. Chciałam sprawdzić czym ten krem różni się od innych kremów, które do tej pory stosowałam. Hmm, może to zabrzmi burżujsko, ale ten krem potraktowałam trochę jako taki gadżet ;)

Co naszej skórze robi placenta owcy?
- wygładza skórę
- głęboko nawilża
- regeneruje
- pobudza skórę do produkcji kolagenu
- wzmacnia naskórek
- likwiduje uczucie napięcia, ściagnięcia

Moje wrażenia po zastosowaniu?

W sumie nic specjalnego - krem jak krem, bez żadnego efektu WOW. Zobaczymy jak się sprawdzi po dłuższym stosowaniu.

4. Peeling błotny do ciała - a tutaj HIT! Po prostu najzajebistszy peeling jaki kiedykolwiek miałam! Chociaż zapach ma taki sobie - jego działanie określam jako celujące! Już po pierwszym użyciu jestem nim zachwycona! Skóra jest ujędrniona, wygładzona, doskonale ukrwiona! Stosuję go codziennie - a co mi tam! Wolę go zdecydowanie bardziej niż jakiśtam żel. Peelinguję sobie nim całe ciało. Teraz jestem gładziutka i jędrna jak niemowlaczek. Zachęcam do wypróbowania tego peelingu! Jest idealnym przygotowaniem skóry jeśli robicie body-wrapping. Ten peeling zedrze z was cały bród, nadmiar sebum i martwy naskórek. Dzięki temu koncentrat ujędrniający będzie mógł wnikać głębiej w skórę i działać jeszcze skuteczniej.
Ostatnio zastosowałam ten peeling na twarz, bo zrobiło mi się na czole kilka zaskórników i co? Też bomba! Po jednym myciu zaskórniki zniknęły, nie było po nich śladu, ani zaczerwienienia ani otwartych porów - no BOMBA! Będę chwalić ten peeling do każdego, bo jest warty tego! (O, nie czuję jak rymuję :) )

Ja myślę, że takie cudowne działanie tego peelingu jest podyktowane składem. W skład wchodzi błoto z Morza Martwego, które:

- odżywia skórę – dzięki bombie mineralnej błoto dostarcza Twojej skórze najpotrzebniejsze mikro- i makroelementy. Skóra młodnieje, zmarszczki są zmniejszone, a przebarwienia zminimalizowane. Błoto sprawia, że skóra jest odpowiednio dotleniona.
- oczyszcza cerę – błoto pochłania nadmiar sebum, wyraźnie zmniejsza pory i nawilża skórę. Skóra staje się lekko napięta i nabiera zdrowego koloru. Błoto pomaga w walce z trądzikiem. Skóra jest gładka i sprężysta.
- zmniejsza cellulit i rozstępy – dzięki substancjom, które poprawiają metabolizm i ujędrniają skórę możesz się pozbyć cellulitu. Wystarczy nałożyć błoto na dotknięte cellulitem fragmenty ciała i owinąć się folią spożywczą. Twoja skóra będzie wyraźnie wygładzona i ujędrniona!
- przyspiesza metabolizm – pobudza krążenie krwi i przyśpiesza spalanie tkanki tłuszczowej. Stosując błoto z Morza Martwego zmniejszysz problemy z przemianą materii. [Źródło:http://magia-natury.pl]

Zachęcam do kupna! Naprawdę będziecie zadowolone. To błoto kosztuje TUTAJ, tylko niespełna 15 zł, także warto, bo i cena przystępna i działanie super!

5. Szampon i odżywka do włosów - na ten zestaw kosmetyków miałam chrapkę już od dawna. Kupiłam, stosuję, na razie zbyt krótko, by powiedzieć co o nim myślę. Na pewno trochę mnie wkurza, że szampon strasznie plącze włosy, ale być może tak ma być. Jak na razie to na internecie wszędzie nic tylko zachwyty nad tym zestawem, jak to po nim włosy rosną itd.. no zobaczymy, nie oceniam póki nie przetestuję przez przynajmniej miesiąc.

No! To ode mnie tyle na dzisiaj, a Ty co ostatnio kupiłaś?! :)
Read More




Return to top of page
Powered By Blogger | Design by Genesis Awesome | Blogger Template by Lord HTML